Z pryczy wstaje kilku mężczyzn – wśród nich Kisiel. Mężczyźni zawijają w mokre ręczniki kostki mydła/kanciaste przedmioty i otaczają łóżko, na którym myślą, że śpi Łabda. Zaczynają na oślep uderzać.
Łabdy nie ma jednak na posłaniu. Stoi przy ścianie i zapala światło. Wykorzystuje chwilowe zaskoczenie napastników i uderza w twarz pięścią pierwszego z nich. Ten pada na łóżko. Podobny cios wymierza kolejnemu który łapie się za twarz i kuli w kącie. W tym momencie Kisielowi udaje się zadać Tadeuszowi cios w tył głowy. Wymierza kolejny, ale Łabda robi unik i sam wyprowadza uderzenie w szczękę napastnika. Kisiel łapie się z bólu za twarz.
Łabda przewraca na napastników sąsiednią pryczę/łóżko. W tym momencie do pomieszczenia wchodzą energicznie kapitan Sobkiewicz i sierżant Kaleńczak.
SOBKIEWICZ
Co tu się wyrabia?
KISIEL
(trzymając się za twarz)
Obywatelu kapitanie ten nowy
awanturę wszczął.
Do Tadeusza podchodzi Kaleńczak.
KALEŃCZAK
Dopiero przyjechałeś i już się
stawiasz reakcyjna gnido?!
SOBKIEWICZ
Spokój Kaleńczak.
Sobkiewicz również podchodzi do Tadeusza.
SOBKIEWICZ
Co jest nowy? Energia was rozpiera?
TADEUSZ
Nie ja zacząłem.
SOBKIEWICZ
Stulcie pysk.
Sobkiewicz odwraca się do Kaleńczaka.
SOBKIEWICZ
Niech się przewietrzy. Na wartę go.